Nudniejsze i bardziej rozczarowujące Mistrzostw Świata ciężko sobie wyobrazić. Chile vs Honduras czy inne mecze „na szczycie”, bądź pogrążająca się Anglia czy Francja, mające przed sobą mecze o wszystko. Człowiek siada przed telewizorem, odpala ulubionego browara i się nawet pić nie chce, bo nie ma do czego. Chyba jedynie dlatego, że ciężko pić do mordy Kaczyńskiego czy Komorowskiego, bo strach kanał przełączyć. I siedzi kibic, jak ta menda i się patrzy jak kucharze i masażyści z Serbii ogrywają Niemcy.
Niesmak po browarze pozostaje tym większy, jak nie tylko wizja gwałci piękno piłki, ale i audio gwałci nasze uszy. Brutalnie, trzymając nas za łeb, opierając się o ścianę, jakby chciało nam mózg do sąsiedniego pokoju wydymać. Nie wiedziałem o co chodzi z tymi trąbkami, dopóki się po 10 meczach nie zorientowałem, że to kurestwo żywnie mi przez telewizor napierdala równe 90 minut, jakbym sobie radio między stacjami ustawił. I tak zacząłem zachodzić w głowę, przecież to nie jest automat, przecież ktoś w to kurwa dmucha. A to się chyba echem nie niesie, więc ten ktoś robi to bez żadnej przerwy i bez opamiętania. I zastanawia mnie jedynie, jaki iloraz inteligencji trzeba mieć i jakie cele w życiu, aby przez 90 minut dąć w to kurestwo. Czy bilety były rozdawane w szkołach specjalnych? Czy te trąbki posmarowane są miodem? Czy mają licznik decybeli i kto więcej, ten dostaje paczkę sucharków? Chyba nie, bo jak obrazek pokazuje, to najzwyklejsza w świecie, pierdolona trąbka, z jednej strony uchwyt na mordę, z drugiej system do wkurwiania. W Guantánamo już zacierają ręce, bo jak ja mam ochotę się sam butelką dusić po 2 połowach meczu, to co potrafi zdziałać kilka godzin?
A najgorsze, że robią to wszyscy i robią to w tym samym czasie. A efekt jest taki, że jakbym nie daj Boże był, przepraszam za wyrażenie – „audiofilem”, to bym głośnikami mógł ciasto na chleb mieszać. Wątpliwe czy jest ktoś w stanie mi to wytłumaczyć, bo internet mi powiedział, że „wuwuzela” znaczy nic innego jak „robić hałas”. To ci, kurwa, niespodzianka.