Cała prawda
Alan posted on 01.08.2009 @ 22:56Mimo apeli o godne uczczenie rocznicy Powstania Warszawskiego, pewna grupa zebranych na Powązkach wybuczała Hannę Gronkiewicz-Waltz i marszałka Komorowskiego, kiedy opuszczali cmentarz. Wcześniej PAP informowała, że wybuczano także Jerzego Buzka.
Głośne oklaski rozległy się natomiast, gdy obok tej kilkudziesięcioosobowej grupy przechodził prezydent Lech Kaczyński. Prezydentowi odśpiewano sto lat.
Myślę, że wszyscy wiemy kto buczał i myślę, że komentarz w tym wypadku jest zbędny.

Ci z AK? xD
Warszawiacy buczeli!
Czy Wy na prawdę myślicie, że nas (nie-warszawiaków) cokolwiek to obchodzi? Czy to, że fakty w tvn były w 80% poświęcone P.W., to oznacza, że cały kraj musi się obsrywać w tym temacie? Czy to, że 1/2 najbardziej zgubnego dla Polski rodzeństwa chce z 1 sierpnia zrobić święto narodowe, Powstanie Warszawskie ma automatycznie stać się dla mnie czymś więcej niż jedną z najbardziej przereklamowanych klęsk tego narodu?
Co tu świętować?
Sławek, pisałem Ci dłuższą wypowiedź, ale się rozmyśliłem i skasowałem to co napisałem, bo uznałem, że jednak nie ma sensu. Aha, zmieniłeś temat, bo nie o tym był post.
Ależ to jest jak najbardziej na temat. Ubolewasz, nad tym, że mamy w kraju bandę debili, którzy mają w dupie apele, nie rozumieją powagi tej rocznicy i przedkładają swoje podszyte kompleksami antypatie nad rzeczy istotniejsze.
Ja z kolei piszę, że przykładów na ułomność tego narodu mamy już tak wiele, że kolejny, moim zdaniem lokalny, nie jest mi przy sobocie potrzebny.
Na prawdę, uważam, że to jest już Wasz problem. Mnie to lata.
Aha i to, że wybuczeli Buzka nie sprawia, że jako ślązak (ani tym bardziej mieszkaniec UE) czuję się tym jakoś bardziej zainteresowany :)
„Wasz” problem? Wow, Sławek żal.pl.
Bo w ’44 ginęły warszawskie dzieci, gwałcono warszawskie kobiety. Warszawscy mężczyźni i chłopcy wylewali swoją krew na bruk warszawskich ulic. To nie byli Polacy, to byli Warszawiacy.
A potem taki koleś jak Ty, przyjeżdża do Warszawy, staje pośród budynków pachnących brzydotą i powojenną architekturą – każdy w innym guście i stylu, po czym mówi „Jaka ta Warszawa brzydka. Ohydna jak chuj”. I wracasz do siebie, gdzie zapewne pachnie francuską odwagą i bohaterstwem, wchodzisz do internetu i piszesz, że Cie chuj obchodzi ta cała Warszawa i co tam się działo, bo to nie Twoi rodacy.
Jak byłem jeszcze w podstawówce, na historii dowiedziałem się, czemu Warszawa jest stolicą Polski. Proponuje Ci się do edukować.
LOL
Tylko Twój dziadek tak na prawdę walczył za Polskę i tylko Ty i Twoi ziomkowie jesteście prawdziwymi Polakami… bo umiecie robić wiochę z Powstania Warszawskiego.
To dokładnie taka sama postawa jak tych buczących baranów.
Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Jak się między sobą dogadacie co i jak to wtedy pogadamy. Teraz to ja P.W. widzę jako kolejny powód do napierdalania między „prawdziwymi Polakami” a resztą. Nie chcę, nie tykam się, mam lepsze tematy do wałkowania.
Kobiety gwałci się do dzisiaj, nie tylko w Wawie i jest to temat dla mnie osobiście ciężki więc proszę, żebyś go nie ciągnął. Dzisiaj zginęło dziecko w wypadku samochodowym, jest na onecie zaraz niedaleko newsa o buczeniu. Monopolu na te wydarzenia jeszcze nie macie.
Uważam, że jest to „Wasz problem” bo z P.W. zrobiliście chuj wie jakie wydarzenie. Tak się w tym temacie nadymacie, że nie zauważyliście, że reszta kraju tego zupełnie nie chwyta. Pewnie, że generalizuje, ale dyskutuje z ludźmi z (jak Wy to nazywacie) prowincji i na prawdę poza Stolicą niewiele osób się tym tak strasznie przejmuje.
Może inaczej, przejmuje się tym jako człowiek, bo każda śmierć, nawet ta zupełnie bezsensowna jest straszna, ale po tym jak dużo powietrza wdmuchujecie w balonik p.t. Powstanie Warszawskie, zaczynam się zastanawiać czy Wy jeszcze pamiętacie że te 5,8 mln zabitych podczas WWII to nie byli w 100% mieszkańcy jednego miasta?
Sorry za wtrąt do w sumie Twojego Wallie dialogu z Alanem ale jak na razie to Ty rozdmuchujesz całą kwestię… Przy tym zajebiście uogólniasz.
Nie wiem o co chodzi z tym śląskiem. Kiedyś z dziewczyną miałem okazję być nad morzem i były tam akurat córki znajomych razem ze swoimi facetami.Pierwszego wieczoru fajnie spoko, piwko, miła rozmowa, zeszło na temat studiów i bez jakiegoś zadęcia zgodnie z prawdą, że w wawie. Jakoś potem przez dwa tygodnie już nie było ani piwek ani miłej atmosfery ot „cześć”. I nie jest to ma imaginacja bo na próby integracji stawiany był jakiś mur zaporowy.
Więc o co chodzi? Warszawa to nie tylko warszafka, gbury, politycy, gej parady i lans.
Jest tu przecież masa zajebiście pozytywnych ludzi, przyjezdnych, warszawiaków „przesiedlonych”, powracających, rodowitych i zupełnie nie mają ani zadęcia na PW i nie trąbią o tym na prawo i lewo.
A to co napieprzają politycy to zostawmy mediom i debilom co się jarają taką papką.
A jak ktoś ma kielona i coś w nim to wychylmy tak 2upowo na pozytywnie o’rajt?
cała dyskusja jest z chuja wzięta, bo nigdy by jej nie było, jakby to było Powstanie Krakowskie, a już na pewno Powstanie Jastrzębia Zdrój, nie Wallie?
Ja doskonale pamiętam, jak miałem identyczną sytuację co uzumakishadow. 16 lat, pierwszy samotny wyjazd nad polskie morze do Jastarnii. Tam zajebiści ludzie, którzy gdy słyszą, że jesteśmy z kumplem z Wawy, odwracają się na pięcie i mówią nara. Nie rozumiałem bardzo długo, więc pytałem ich uporczywie, aż w końcu znurzeni powiedzieli mi, że warszawiacy to z reguły i zasady chuje, więc po co tracić czas. Wtedy pierwszy raz w życiu poznałem ból bycia ze stolicy.
Życie mnie nauczyło, że żyje w kraju ludzi prostych, zawistnych i małostkowych, którzy są tak kurewsko ograniczeni umysłowo, że potrafią człowieka ocenić po położeniu geograficznym. Ale taka chyba rola stereotypów – żałuje tylko, że akurat mi się przyszło zmagać z całą Polską, a nie na odwrót.
Zgadnij Wallie, który akapit jest do Ciebie.
Ludzie są różni, ja pamiętam jak z poznaniakami świetnie się piło i jakoś nie przeszkadzało im to że z Warszawy jestem jeszcze mnie po pijaku poznańskiej gwary uczyli, tak samo nie przeszkadzało to krakowiakom, gdańszczanom itp itd – po prostu na taki fajnych ludzi trafiałem.
Co do powstania, nie walczyli w nim sami warszawiacy – choć ich było zdecydowanie najwięcej.
Śmierć, krew, głód i inne tego typu rzeczy to w czasie wojny była normalka a nie domena warszawy.
Powstanie Warszawskie to jeden z najmniej przemyślanych i najgłupszych zrywów wolnościowych w naszej historii. Powiedział mi to mój Ś.P. dziadek – partyzant i powstaniec. Dobrze to uargumentował i się z nim zgadzam.
Dlatego twierdzę iż, o powstaniu pamiętać trzeba ale świętować – przepraszam ale nie ma co.
to chyba hołd, a nie święto. Dosyć spora różnica.
Ponoc ma być to święto narodowe, tak słyszałem i tak też w jednym z pierwszych postów napisał Wallie i do tego się odniosłem.
ja też się delikatnie wtrącę.
powstanie warszawskie to wydarzenie, w którym jak ktoś napisał nie brali tylko udziału warszawiacy, a nawet jeśli to niczego nie zmienia.
hołd/szacunek należy się ludziom, którzy próbowali uchronić nas od wielkiego czerwonego brata i robili to nie dlatego, że byli warszawiakami tylko polakami.
pozdr.
p.s. nie jestem warszwiakiem
p.s.s. czytam was już od dawien dawna, pierwszy raz piszę więc tylko jeszcze dodam, że świetny blog
wielkiego czerwonego brata???
Jak najbardziej HOŁD się należy tak samo jak wszystkim, którzy zginęli w walce o słuszną sprawę… To czy to powstanie i tyle ofiar śmiertelnych było potrzebne to sprawa dyskusyjna. Pewne natomiast jest to, że wszyscy przedstawiciele Narodu Polskiego mają tendencję do bezsensownych zrywów do walki w mniej lub bardziej słusznych sprawach. Jednym z dowodów na to jest kilka powyższych postów…. :)
Z drugiej strony nie da się nie zauważyć jakiejś przedziwnej propagandy dotyczącej Powstania Warszawskiego, która jakiś czas temu pojawiła się w mediach i staje się powoli nieznośna. To taki…… „modny” temat ostatnio…
Drogi Alanie, to ogromne nadęcie nie pozwala Ci spojrzeć na tę sprawę obiektywnie. Moja niechęć do tej sytuacji nie wynika z tego, że Powstanie ma w nazwie Warszawę, ale dlatego że obrosło w nieprzyjemny i niezrozumiały dla ludzi spoza Stolicy żur. To co Wy tam wyczyniacie na Powązkach (i nie tylko) to powód do wstydu i milczenia a nie buty i bezmyślnego nadymania.
Do tego jesteś niesprawiedliwy. Piłem z Tobą wódkę, z tego co pamiętam – nie raz, mimo, że dobrze wiedziałem skąd jesteś. Jakoś mi to nigdy nie przeszkadzało. To, że często robię sobie żarty, to inna sprawa, ale to nie wynika z nienawiści, czy kompleksów a bardziej z sympatii.
To nie ja wyciągnąłem argument legendarnej już miłości do mieszkańców Stolicy. To Wy z uzumakishadow to zrobiliście. Ja tego w ogóle nie biorę pod uwagę negując to show, które odbywa się co roku w okolicy 1go Sierpnia i z każdym rokiem przybiera na sile. Tak samo krzywo patrzyłbym na to gdyby odbywało się w Koluszkach czy Szczecinie. Sądzę jednak, że nigdzie indziej nie udało by się tak tego balonu nadmuchać.
Jeżeli już bierzemy na tapetę bezsensowne i głupie antypatie, to nie Ślązacy pałają ślepą nienawiścią do Niemców czy Rosjan. Nam nie przeszkadza, że Rosjanie zalewają Beskid i trzeba się z nimi bić o miejsce w kolejce na Czantorię. Nie przeszkadza nam, że Niemcy czy Austriacy budują nam autostradę, pewnie dzięki temu na Śląsku jest tyle autostrad a u Was… no cóż… To nie my nazywamy Warszawiaków zdrajcami i miłośnikami Niemców. Tak na prawdę, mimo że to generalizowanie i stereotypy, to cecha mieszkańców centralnej i wschodniej Polski.
Zapewniam Cię, że w każdym kraju mniej lub bardziej nielubi się mieszkańców stolicy. Tak jest w Czechach, Niemczech i Austrii. Jestem pewien, że tak samo jest gdzie indziej.
Dla mnie to część folkloru. Bawi mnie tak samo jak te, wspomniane wcześniej, zarzuty pod adresem ślązaków. Ja to mam w głebokim odbycie i oceniam ludzi po tym co sobą reprezentują a nie skąd są.
Na pewno wiesz, jak Ślązacy kochają się z Zagłebiakami a w firmie, to z Bajtim (rodowity Sosnowiczanin) mam najlepszy kontakt. Uważam, go za lepszego człowieka od niejednego Ślązaka.
Ludzie nie dzielą się na Warszawiaków, Ślązaków, Niemców i innych a prościej na mądrych i głupich…
Powiedz, kiedy ja dałem Ci do zrozumienia, że nie lubię Cię dlatego, że jesteś z Warszawy? Kiedy dałem Ci odczuć, że nie lubię Cię w ogóle?
Jerzy Turowicz napisał kiedyś „W gruzach Warszawy zginął kwiat najlepszej młodzieży całego pokolenia. Najważniejsze jest jednak to, że w sierpniu 1944 roku tysiące polskich dziewcząt i chłopców, słabo uzbrojonych, z niebywałą odwagą i niebywałą ofiarnością, wbrew ogromnej przewadze wroga, porwały się na próbę wyzwolenia stolicy spod niemieckiej okupacji, dając świadectwo prawdzie, że wolność jest cenniejsza niż życie. Ponieśli klęskę, wielu z nich zginęło, inni poszli na poniewierkę, do niemieckich obozów czy na emigrację, a ci, którzy zostali w kraju lub wrócili do niego po wojnie, zaznali więzień nie tej Polski, o którą walczyli. Ale przecież to z ich ofiary wyrosła siła, która pozwoliła naszemu narodowi przetrwać następne ponure półwiecze, a głęboko w sercach i umysłach zakorzenione pragnienie wolności mogło przemienić się w rzeczywistość”.
Ja się pod tym podpisuję i dla mnie to oczywiste, że powstańcom należy się hołd (i święto)
Mam wrażenie,ze młodsze pokolenia są zmęczone tematem (o którym tak naprawdę niewiele wiedza)i tylko dlatego deprecjonują wartość tego zrywu. Ja też czasem mam przesyt ciągłym wywlekaniem tematu II wojny światowej etc.
Ale kim bylibyśmy bez naszej historii? Naszej, bo to nie tylko historia warszawiaków. Zastanówcie się nad tym.
Nie ma co deprecjonować Powstania Warszawskiego, chociażby ze względu na szacunek do tego co się tam działo.
Zgadzam się za to, że wykorzystywanie poważnych kwestii do gierek politycznych świadczy tak a nie inaczej o naszych „u władzy” i wcale mi się ten fakt nie podoba. 1 sierpnia świętem? Jestem za, wolę takie niż kolejne „państwowe katolickie” z racji tego że ta a nie inna religia jest „jedyną słuszną” w tym kraju.
A co do samej „warszawki” to dajcie już spokój, w KAŻDYM mieście są buraki i chamy, a są też normalni ludzie. I normalnym jest też to, że każde miasto, miasteczko i wieś ekscytuje się bardziej wydarzeniami, które są lub miały miejsce u nich.
„Życie mnie nauczyło, że żyje w kraju ludzi prostych, zawistnych i małostkowych, którzy są tak kurewsko ograniczeni umysłowo, że potrafią człowieka ocenić po położeniu geograficznym.”
Powieszę sobie to zdanie nad łóżkiem.
A dorzucając nowy wątek do bezcelowej dyskusji, pamiętajmy, że 90% Polaków którzy zginęli w wyniku powstania to byli cywile, którzy nie chcieli walczyć, którzy przeżyli 5 lat w okupowanej stolicy i niemal (!) doczekali końca wojny.
No i o akcji Burza, czyli serwowane w sosie z owoców leśnych polskie struktury podziemne, podane na srebrnej tacy do stolika NKWD. Czerwony okupant, sobie nasze dowództwo wymyśliło, był wtedy wyzwolicielem.
ekhm
Panowie i Panie – oraz Wallie i Alanie – nie rozumiecie się najwyraźniej. Zacznijmy od tego – oddzielcie politykę od historii. Z tego co zrozumiałem – Wallie’go nie irytuje PW, a sposób w jaki jest obchodzone (tak naprawdę bezczeszczone) 1.08. I się z nim zgadzam. A z drugiej strony – Powstańcom należy oddać hołd. Ustanawiając święto narodowe? Kwestia sporna. W Polsce odbyło się wiele powstań. Dlaczego tylko warszawskie miałoby się dorobić święta narodowego? Myślę, że wiele tego typu pytań można zadać rozważając ten temat.
Tak więc, powtarzam – oddzielcie dzisiejsze gry polityczne od historii. Kłócąc się, niczym nie różnicie się od kretynów buczących na Powązkach.
ps. Jestem z Poznania, mam paru znajomych z Wawy i jakoś nigdy nawet nie pomyślałem o tym, aby negować ich z powodu ich miejsca pochodzenia. To jakiś totalny absurd.
heh, najlepsze powitanie od warszawiaka jak dowiedział się ze jestem z Lublina – „O, wieś przyjechała.” Spoczko, zapomniałem słomy z glanów wyciągnąć…
Niestety tyle razy nas najeżdżano (raz rozebraliśmy się sami bez większych oporów) że całe to żelastwo którym w nas rzucano przetrąciło nam kręgosłup… i teraz nie wiemy co świętować.
Co do buczenia to idiotów znajdziesz wszędzie. Najczęściej zakompleksionych „patriotów” i „szczerze wierzących” (nie obrażając patriotów i szczerze wierzących w jakiegokolwiek „boga”)
* to ciach to było kilkanaście linijek na temat jak te powstania i inne spektakularne klęski nie obchodzą dzisiejsze pokolenia. Nie to że chce ująć komuś sławy i chwały, po prostu starczy samoumartwiania, mamy wiele szczęśliwszych rocznic.
Ostatnio głównym Polskim hobby stało się niszczenie własnej historii przez poniżanie bohaterów i walka na „święta na siłę”. Gratuluję wyborów przed urną.
To można zmienić.
O historii, przebiegu i powojennych konsekwencjach Powstania można dużo powiedzieć i dużo też się mówi, ale zauważyłem, że pomija się jedna ważna kwestię, nie wiem na ile świadomie, być może by nie deprecjonować martyrologicznego wymiaru Powstania i ogólnie historii Polski jako takiej albo jest to całkiem wstydliwe spostrzeżenie. Bo według mnie jest gdzieś tam wspólny mianownik dla powstańczych ofiar (a przypominam, że zginął w nim kwiat polskiej młodzieży, inteligencji itp.) i ofiar Stalinowskiego mordu w Katyniu, gdzie z zemsty za klęskę w roku 1920 (tzw. Cud nad Wisłą), Stalin przetrącił kręgosłup naszego narodu mordując inteligencję oraz wyższych stopniem wojskowych.
Z tego punktu widzenia, łącząc te dwa fakty, Powstanie Warszawskie dla mnie niestety jest porażką, bo co by się działo po wojnie gdyby Ci ludzie zaangażowali się w walkę ze komunizmem? Możemy sobie tylko gdybać.
ps.
Dla jasności, podziwiam Powstańców za ich heroizm, odwagę i poświęcenie.
Mmmm, jaka debata się związała. A przecież to tylko historia. Za tydzień, góra miesiąc, znów na rok o tym zapomnimy (do następnej rocznicy) ponieważ to przeszłość, kogo ona będzie obchodzić w dzień Walentego, w piątek trzynastego czy w Boże Narodzenie, jak dostaniemy awans, albo ktoś umrze z rodziny? A co dopiero za 100 kolejnych lat? Żyjemy teraźniejszością, a O PRZESZŁOŚCI NALEŻY TYLKO PAMIĘTAĆ. A nie spinać poślady pisząc długie wywody na ten temat. Myślę, że wszystkim wyszłoby to na dobre.
tylko szkoda jak kilka zakutych debili szmatławi ci historię i znowu dzieli na naszych i nie naszych…
Bayer, zlituj się, proszę Cię. Kto Cię tak powitał, banda dresiarzy pod monopolem w Pruszkowie? Menele pod McDonaldem czy jakaś pakernia pod jakimś techno klubem?
Tu nie chodzi o mnie, nieraz zresztą w przeszłości o tym gadaliśmy. Mnie bardzo boli, gdy ktoś patrzy na mnie przez pryzmat miasta, Ty z dystansem (i to jest eufemizm) podchodzisz do Warszawiaków. Lata temu się dogadaliśmy, a ten topic brnie w przeciwną stronę, więc nie będę go już ciągnął. Zaznaczę tylko, że ja obchodów Powstania nie przeżywam, cały dzień spędziłem na zakupach w Obi, a o 17 wchodziłem z zakupami po schodach.
Dyskusja jest bezcelowa zresztą, a miała być o czym innym. o tym, że wyborcy PiSu potrafią na każdym kroku (i P.W. jest tu tylko przykładem) zrobić wiochę i pokazać jakim elektoratem naprawdę są.
hehe, zmartwię cie Alan, to był szef jednej z agencji reklamowych*
*czytaj kamieniołomu wyrobników i lansiarskiego naczelnictwa.
Dla mnie Postanie ’44 to mit, legenda. Takich legend naszemu narodowi brakuje, do budowania tożsamości, przynajmniej moim zdaniem. Jasne, że w sumie to cholernie przykra sprawa, że zginęło 200 tys. ludzi. Starą inteligencję wymordowali wcześniej, teraz zginęła młoda. I można by mówić, że to w sumie niepotrzebnie. Tylko po co? Powstanie się wydarzyło i najgorsze, co można teraz zrobić to powiedzieć, że było niepotrzebne, i powiedzieć, że te 200 tys. ofiar to w sumie nic nie znaczyło. Nie można do tego dopuścić. Powstanie może być nauką na przyszłość, ale powinno być również symbolem.
Myślę również, że Powstanie jest niesamowicie ważne dla samej Warszawy. W tym miejscu, gdzie miksują się ludzie z całej Polski tożsamość Warszawiaka można budować na miłości do tego miasta i jego historii. Może jak Warszawa będzie w moim sercu, razem z tą powstańczą blizną, zrozumieniem, że przez bohaterstwo jej mieszkańców została zrównana z ziemią i polubię te blokowiska i ten pałac pośrodku miasta. Bo chociaż ciężko raniona, to jednak Warszawa przeżyła. I wtedy, kiedy ta Warszawa będzie we mnie, to będę mógł się nazwać Warszawiakiem, nie ważne, czy pochodzę z Katowic, Krakowa, Elbląga czy Kutna.
a co, sam pewnie przyjechał spod granicy Białoruskiej pół roku wcześniej, zakompleksiony, dorobił się stanowiska i poczuł się bardzo ważny, nie? Bo wątpię, aby ktoś mieszkający tu od urodzenia, myślał o reszcie Polski per wieś. Nie znam Warszawiaka (a paru znam jakby nie było), który tak by Cię powitał. Wybacz, mało szczęścia ziom miałeś.
apropo ślązaków :
Na stanowiska blokowych zaczęli windować się ludzie, których niegdyś miałem za Polaków, lecz którzy tutaj w wielkim procesie zaparli się polskości – byli to Ślązacy. Mając poprzednio o nich jak najlepsze zdanie – tu się oczom wierzyć nie chciało. Kończyli Polaków, za swoich ich nie uważając; sami się mieli za szczep jakiś niemiecki. Kiedyś zwróciłem uwagę jednemu Vorarbeiterowi, pochodzącemu ze Śląska: „Po co go bijesz? Przecież to jest Polak”. A on mi na to odpowiedział: „Ale ja Polakiem nie jest – jam jest Ślązak. Rodzice moi Polakiem mnie chcieli zrobić, ale Ślązak to Niemcy. Polak to w Warszawie mieszkać musi, a nie na Śląsku.” I bił tamtego kijem w dalszym ciągu.
To nie tyczyło się wszystkich ale znakomitej większości.
Także dla nich słowo Polska i patriotyzm nic nie znaczy to jak mają zrozumieć Powstanie Warszawskie.
Wczoraj to z 3 razy cały album Lao Che :)
@and
100% racji
i tu mamy sedno sprawy.. jak poznać warszawiaka? Na jedno szkoda ze każdy może wam mordę dorobić…
Jak ja kurwa kocham takie tematy…
Urodziłem się w Warszawie i mieszkam tu przez całe życie i boli mnie kurewsko to, że około 60% Polaków (przynajmniej wg sondaży internetowych) uważa Warszawę i warszawiaków jako największych buraków. Przecież połowa tutejszej ludności to są przyjezdni…
Nigdy nie miałem nic do ludzi z innych miast i zawsze traktuję ich z szacunkiem, jednak na to samo z drugiej strony mogę bardzo rzadko liczyć. A szkoda.
@Alan
muszę przyznać że miałem kiedys niewiele lepsze powitanie od tego jakim poczestowano Bayera. tez jestem z Lublina i pewien student (wiec niby oczytany chociazby w skryptach;) podobno z dziada pradziada Warszawiak skwitowal to pytaniem:
„ooo, a gdzie to jest? to te ziemie co teraz leża na Ukrainie, tak?”
nie mniej jednak lubie Warszawe i Warszawiakow tylko ze tych oryginalnych juz coraz mniej na ulicach, jak mi sie wydaje.
1) Ja z P.W. swieta narodowego nie potrzebuje – juz je mam.
Dla mnie koncerty, maratony rowerowe, wystawy, to wszystko jest holdem dla powstancow (a byli nimi moi przodkowie). Te swieto 9 lat temu zaczynalo i konczylo sie na syrenie o 17.00 – smutek.pl.
2) Alan, torche mi zal, ze tak sie do tego odnosisz,
„Zaznaczę tylko, że ja obchodów Powstania nie przeżywam, cały dzień spędziłem na zakupach w Obi, a o 17 wchodziłem z zakupami po schodach.”
Troche smutek – ja sobie zrobilem dzis i wczoraj spacer po Warszawie, zobaczyc co sie dzieje na ulicach. A o godzinie W stalem na skwerze Uniwersytetu Warszawskiego.
@Mamam_Alana
piekne slowa :)
A co medialnej i politycznje nagonki na to swieto – I din’t ask for it, nobody did. You don’t like it – change the channel – I know I would.
Fajnego posta pisałem.
Takiego mądrego, z przesłaniem…
ale mi fajerfox zdechł i nie chce mi się pisać od nowa :P
A ja mam o Warszawiakach zdanie bardzo dobre, bylem w Warszawie rok , i chyba trafilem na bardzo sympatycznych ludzi, i nikt nie stwierdzil ze jestem z jakiejs wioski.
Pozatym mam ciekawe porownanie , bo szukalem pracy i pojechalem na rozmowy do Wawy (do 3 firm) i na slask (do 1 firmy).
Uzbrojony w mape i w babcine przyslowie „koniec jezyka za przewodnika” poszedlem szukac firm :). I co ciekawe, albo trafilem na super ludzi , bo w Warszawie kazdy chetnie mi tlumaczyl, jak dojsc, jak przejsc, jaki bilet kupic :) (nawet jedna starsza pani pojechala ze mna jedna stacje metra dalej zeby mi pokazac jak pojsc dalej :) ) ze bez problemu sie wyrobilem i jeszcze pochodzilem po Warszawie.
Na slasku zas raczej nikt nie mial czasy (2 na 3 osoby spytane ktora godzina powiedzialy „Nie mam czasu”, co moze jest dowcipem tamtejszym :) ) , a reszcie sie jakos nie chcialo pokazywac ktoredy, wiec mimo wszystko ledwo co zdarzylem.
„Sięgam pamięcią, ale nie przypominam sobie by Francuzi świętowali kiedykolwiek bitwę pod Waterloo czy Verdun, Niemcy, Stalingrad, Czesi, Białą Górę, a Japończycy, Hiroszimę.
Mój apel: ciszej nad tą trumną! Nad tragedią ludzi winna być zaduma, a nie pompa…”
Kto to powiedział?
Ja sobie przypominam jak byłem w Grecji i wszyscy czcili Spartan którzy przegrali. I Powstanie to troche taka walka Spartan ,trochę straceńców i jednych z największych bohaterów naszych czasów. Inna sprawa że gdyby ktoś wczytał się w historię (i nie mówię tu o broszurkach z PRL i książkach z tego czasu) to wiedziałby że Powstanie miało wielki wpływ na zmianę decyzji z Teheranu. (i to nie jest moja prywatna opinia, a opinia znakomitej większości Polskich historyków). Ale mówienie źle o Powstaniu to taka moda teraz.
Lao Che, Gajcy, Hardkor ’44 – moda, ale w druga stronę, chyba.
ad Panikk
nie wiem kto to powiedzial, ale porownanie ze Stalingradem albo Hiroszimą jest nie trafione.
To nie my bylismy agresorem i przegralismy (jak w przypadu Stalingradu) ani nie bylismy zmiażdzeni w mgnieniu oka, bez mozliwosci obrony (jak Hiroszima). Inna sprawa ze potrzebna jest zaduma ale tez czesc i honor bohaterom.
@t
synonimy klęski na własne życzenie lub w prezencie. czytaj między wierszami, cukiereczku.
@Panikk
„Mówienie o Powstaniu”, czytaj uważnie lizaczku.
Trzy-cztery lata temu rozmawiałem z wujkiem z Pomorza, byłem raczej niechętny hucznemu obchodzeniu rocznicy Powstania, zwłaszcza, że zrobiła się z tego woda na młyn propagandowej machiny obecnie nam jaśnie panującego prezydenta.
On, niewarszawiak uważał, że obchody są ważne, bo potrzeba ich do utrwalania tożsamości, a Powstanie Warszawskie to bardzo dobry symbol: na tyle nieodległy w czasie, że pamięć po nim jest ciągle żywa, ale też na tyle odległy, że spór o jego sens już tak nie dzieli (ale w gruncie rzeczy spory o każde wydarzenie, a zwłaszcza, powstania toczą się nadal).
Kiedy rozmawialiśmy, chyba nie było jeszcze przypadków wybuczania. Niestety w tym roku powtarza się scenariusz z roku poprzedniego, kiedy wybuczano Władysława Bartoszewskiego. Buczenie było też w rocznicę Sierpnia ’80 w Gdańsku. Trzeba jakoś zacisnąć zęby i pamiętać, że nie robią tego zwykli ludzie, ale działacze marginalnych organizacji, partyjne lizusy albo ludzie zmanipulowani; z drugiej strony – jak można dopuszczać, żeby kolejnym rocznicom towarzyszyły takie skandale?
Warto też pamiętać, że tegoroczne obchody są wyjątkowe, bo w kolejnej okrągłej rocznicy mogą nie wziąć już udziału powstańcy. Ich głos jest dziś bardzo przejmujący. Sami pytają o sens swojego pokoleniowego wydarzenia – http://wyborcza.pl/1,97863,6881890,Powstanie_Warszawskie__Ile_moglismy_dla_was_zrobic.html
Ktoś pisał pogardliwie o dowództwie. Łatwo rzucać oskarżeniami w tę stronę. (Przy okazji – taki zabieg stosowała władza w PRL.) Wiarygodni historycy, obserwatorzy i uczestnicy Powstania – choć oczywiście nie mówię, że wszyscy – uważają, że klimat w Warszawie był taki, że wybuchu nie dałoby się powstrzymać. Bardziej mnie to przekonuje niż wyrażane ex post opinie. Nawet jeśli postawy dowódców były niejednoznaczne. Brat mojej praprababci dowodził akcją „Burza” na Wileńszczyźnie, też, zanim zginął w 1951 r. w warszawskim więzieniu na Rakowieckiej, mógł nasłuchać się zarzutów.
Powstanie było jednak wyjątkowe, nie wiem, czy konieczne jest ustanawianie narodowego święta, ale na pewno to wydarzenie, w którym każdego dnia ginęło więcej osób niż w zniszczonych wieżach WTC, miało ogólnonarodowy a nie lokalny charakter.
Wyjątkowo, w tym wątku czytam wszystkie posty i to od deski do deski. Zauważyłem jedno: Większość, którzy tutaj piszą posty nie czytają co napisali wcześniej inni lub tego nie rozumieją.
Jako pierwszy, który wyraził w tym wątku zniesmaczenie klimatem jakim obrosło Powstanie Warszawskie wyjaśniam:
Nie mam nic przeciwko obchodom rocznicy P.W. Uważam, że obchody świąt świeckich są nam potrzebne aby zrównoważyć mnogość świąt religijnych. Jednak to co Warszawiacy sami zrobili z pamięcią o tej dacie napawa mnie odrazą i mam dość słuchania kogokolwiek mówiącego o Powstaniu poza takimi postaciami jak Chrzanowski czy Bartoszewski. Z resztą tego drugiego uwielbiam słuchać kiedy mówi na dowolny temat.
Jak dla mnie jest nieźle, Kaczyński chce ustanowić święto narodowe… dotychczas ustanawiał tylko narodowe żałoby więc jest lepiej. Świeto kojarzy się z imprezą.
1 sierpnia to również rocznica powstania MTV – dla naszego pokolenia wydarzenia po stokroć istotniejszego.
Panowie wybaczcie ale nie jestem w pracy w stanie przeczytać wszystkiego co napisaliście. Po pierwszej części wydawało mi się że coś tu jest nie na temat. Bo co do powstania to Każdy ma swoje zdanie, a to co się wtedy stało się nie odstanie. Jeśli ktoś chce uczcić pamięć poległych to dobrze. Jeśli coś ma to za przeproszeniem w głębokim poważaniu to już jego sprawa, ale niech nie przeszkadza innym.
To co było przed cmentarzem, to jakaś prowokacja radykalnych kato-prawicowców, których moim zdaniem można nazwać troglodytami (nie obrażając troglodytów). Czy prezydent powinien zrobić z tego święto narodowe ? Mówię stanowczo NIE. Nie dlatego, że to nic nie znaczyło dla polski. Ale po to że pod publikę politycy zrobią wszystko. Żałoby narodowe np. bo katolicy z wycieczki pchali się busem na urwisko.
Dla mnie jest to najnormalniej chamstwo i żerowanie na ludzkim nieszczęściu. Nasza polityka wewnątrz państwa jest po prostu … ( a tutaj sobie wpiszcie co wam się chce, bo ja przeklinać publicznie nie mam zamiaru)
również przeczytałem tutaj wszystkie posty od dechy do dechy, jednak chciałbym się ponownie wypowiedzieć w kwestii święta PW. Nadal uważam że nie ma tu co świętować i nazwa „święto” jest tu zupełnie nietrafiona. Jednak jak już wcześniej się wyraziłem pamiętać o tym wydarzeniu trzeba, i czego nie powiedziałem ale powiedzieli inni, hołd Powstańcom się należy.
Powstanie było nieprzemyślane, odbyło się w złym momencie, zabrakło koordynacji zarówno działań militarnych jak i w szczególności logistycznych, itp itd, ale było, stało się.
Więc „świętu” mówię nie, niech to się nazywa Narodowy Dzień Pamięci, dzień zadumy itp – jakoś poważnie, patetycznie itp.
moim zdaniem sam wydźwięk słowa święto w przymiarce do nie oszukujmy się rzezi jaką było powstanie – poprostu mi nie za bardzo pasuje.
Sorki że jedno pod drugim ale nie mam edita.
Pamiętasz Alan dyskusję przed wyborami, masa komentarzy była, wiele zostało powiedziane. I wnioskuję że i Ty i ja i wiele innych tu piszących i czytających wie jaki jest i czym się charakteryzuje elektorat pis’u (celowo z małych liter).
Nie ma co się tutaj nad ich poczynaniami rozczulać ani uzewnętrzniać. Ich po prostu trzeba przeczekać, gdyż pomiędzy wyborami nic się zrobić nie da.
Apropo bitw przegranych o ktorych sie nie mowi i nie obchodzi sie swiat, to troche tak jak z meczami piłkarskimi, nic się nie mówi o przegranym meczu z łotwą (o ktorym lepiej zapomniec), ale legendarna przegrana 6:5 z Brazylia po dogrywce z popisem Wilimowskiego kazdy szanujacy sie kibic zna.
@ac
próbuje przeczekać, niestety to czekanie jest bolesne.
A nie zastanawiało Was kiedyś czemu nie obchodzi się u nas świątecznie rocznic udanych akcji?
Fakt, że P.W. było ostatnim powstaniem wojennym (ostatnim w ogóle było poznańskie w ’56), więc na pewno nabiera rangi tym, że można jeszcze pogadać z powstańcami. Oczywiście, że powinniśmy mieć jakieś obchody upamiętniające to powstanie (nie zapominając jednak i o innych ważnych zrywach).
Mam jednak czasem wrażenie (mam nadzieje, że mylne), że nasz naród nie potrafi obchodzić innych „okazji” niż klęski. Przeciętny uczeń nie szkoły podstawowej, nieinteresujący się historia, na pewno to zna powstanie warszawskie i listopadowe, które są w szkołach (przynajmniej w mojej były kiedys) najszerzej omawiane, najbardziej „popularne”. Rocznice takie obchodzi się różnie, niektóre bardzo hucznie, jak w przypadku warszawskiego. Ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć hucznych obchodów chociażby powstania wielkopolskiego, które było (a raczej były, bo były takowe dwa) jedynym udanym powstaniem. Jedyne, które zakończyło się sukcesem, a nie klęską. Jednak nie ma jakoś wielkiej wrzawy na ten temat. Czemu? Zbyt odległe czasowo? Rosjanie potrafią świętować jeszcze starsze „udane akcje”…
A może to tylko wina mediów, bo może w jakiś sposób łatwiej jest łapać za serce P.W. Może dlatego, że powstańcy jeszcze jacyś żyją. Może po prostu media mają bliżej do stolicy. Nie wiem, ale mnie to ciekawi.
P.S. Nie jestem anty-warszawiakiem, Moja babcia i dziadek pochodzą ze stolicy i brali udział w powstaniu.
P.P.S. Nie działam na rzecz Wielkopolski. Jestem z Dolnego Śląska.
@Ja2ger
Taki urok tego kraju. Może to ma związek z religią i mitem męczeństwa, które zostanie nagrodzone… po śmierci.
A tak luźniej jak padło Wielkopolska to by się od razu chciało dorzucić (ok, ja chciałbym dorzucić;) dzień języka polskiego, który by przypadał 20 maja. Ładna data, ładna idea i bardzo pozytywna choć media by to pewnie znowu przerobiły na męczennicze dzieci z Wrześni.
Ciężki temat z powstaniem, za czasów liceum, dla mnie jako średnio-rozgarniętego na punkcie historii ucznia powstanie było niczym więcej niż kolejną bezsensowną porażką, a jedyne co zapamiętałem to plakaty „jedna kula, jeden Niemiec”.
Jednak z czasem, po wysłuchaniu głosu starszego pokolenia o co była ta walka, o tym jak dziadkowie i babcie znajomych z całego kraju walczyli, bo nie akceptowali bieżącej sytuacji,czy po obejrzeniu chociażby Pianisty, zrozumiałem, że właśnie tym babciom i dziadkom należy się hołd za odwagę i poświęcenie.
A w temacie buczenia i całej tej otoczki, to propaganda była, jest i będzie. Szkoda, że nie wszyscy potrafili zgodzić się w wolą samych powstańców aby nie robić z tego politycznego poligonu. Niestety nasz prezydent chyba inaczej nie potrafi, no ale mamy upragnioną demokrację, „więc jedzmy gówno, miliony much nie mogą się mylić”
Jednak w kontekście tej dyskusji, @Wallie pisząc, że „Warszawiacy sami [to] zrobili z pamięcią o tej dacie”, jest wielce nietrafione, bo nie zrobili tego ani Warszawiacy, ani przyjezdni, Ślązacy, górniczy czy stoczniowcy. Zrobili to nasi przedstawiciele, których sami wybraliśmy i to w dodatku jeszcze płacimy.
W temacie Warszawa vs Reszta, też zabiorę trzy grosze, czyli wszyscy opowiadamy swoje historie :]
Jako przyjezdny, parę lat temu przed rozpoczęciem studiów byłem przygotowany „na najgorsze” – przysłowiową „słomę z butów” i resztę atrakcji. Jak się z czasem okazało owo najgorsze, przyszło znienacka, bo zaatakowało od tyłu. Starzy znajomi już widzieli w tym problem, że jest się z „Stolicy”. Trochę szok, no ale jak się okazało nie tylko Alan masz traumatyczne wspomnienia, bo kumple pochodzący z Warszawy na wszystkich wspólnych wyjazdach na pytanie skąd są odpowiadali, że a to z Pragi, czy też Ursusa, bo przecież „nikt nie lubi Stolicy”.
Z drugiej strony ostatnio na tvnwarszawa pojawił się komentarz:
” OK. A nie uważasz, że przyjezdni tworzą w Warszawie bardzo wiele zła – korki na drogach, chamsko zaparkowane samochody na chodnikach czy na miejscach dla niepełnosprawnych, tłok w sklepach i przepychanie się z wózkiem po hipermarkecie jakby było się udzielna księżną czy księciem, śmierdzące- przesiągnięte zapachem potu powietrze w autobusach czy w metrze. Zobacz jak wygląda życie w Warszawie kiedy ta pseudoWarszawa wyjeżdża do siebie na wieś w okresie świąt Bożego Narodzenia czy WielkiejNocy. Od razu robi się kulturalniej i przyjemniej.” Gdzieś tam się przebił jeszcze o komentarz „o braku kultury na schodach ruchomych”, bo przyjezdni zajmują lewą stronę, bo jak twierdziła autorka ruchome schody spotykane są w metrze, a to jak wiadomo jest tylko w Warszawie, więc nie mieli gdzie się nauczyć, że staje się po lewej stronie.
I w tym miejscu następuje „no rzesz k#$%^*&^%”. Nigdy nie spotkałem osoby o takich poglądach, choć to nie oznacza, że pewnie ich nie ma, lub tworzą je właśnie „nowobogaccy przyjezdni”, choć tu też nie można uogólniać.
Podsumowując, niestety prostych, zawistnych i małostkowych ludzi nie brakuje, więc jedzmy wszyscy gówno, bo większość ma rację.
http://www.boston.com/bigpicture/2009/08/hiroshima_64_years_ago.html
bo tak mnie naszlo apropo tego watku i obejrzenia 300 , ze pol swiata w tym wiekszosc polakow spuszcza sie nad heroizmem grekow,przy czym nie wiadomo ile jest w tym legendy a ile prawdy.
A majac w histori cos kilkukrotnie bardziej heroicznego, tragicznego i powstalego z czystej nieskazonej milosci rodakow do ojczyzny czesc Polakow olewa to. To jest smutne.