Złota zasada motocyklistów…
Alan posted on 31.08.2007 @ 3:22
… nie pij w kasku

… nie pij w kasku
Jeśli Elijah jeszcze Wam nie zawrócił w głowie swoim Puppet Master Dance (I can’t get it out of my head… argg…) , to The Mitchell Brothers z pewnością to zrobią.
…czyli jak z jednej z popularniejszych za oceanem kreskówek dla dzieci zrobiono kreskówkę dla dorosłych.
Występują (za Wikipedią):
- Ren Höek: Ren jest psem rasy chihuahua, który często nazywa Stimpy’iego idiotą, bijąc go przy tym po pysku. Jego życiową ambicją jest wyrobienie sobie potężnych mięśni klatki piersiowej.
- Stimpson J. Cat: rudy, okrągły kocur. Stimpy jest idiotycznie wesoły i kompletnie podporządkowany Renowi. Jego znakiem rozpoznawczym jest głupkowaty uśmiech z językiem wywieszonym na zewnątrz.
Dobrze, że żaden z nich nie ma czerwonej torebki, bo by go uznano za geja…
Naprawdę podoba mi się trailer tego z pewnością nieźle porytego filmu. Niepokoją mnie jedynie dwie rzeczy. Pierwsza – gdy świat wokół głównego bohatera zamienia się w interface Simsów. I druga (niestety dużo bardziej przygnębiająca, ze względu, na dziwny zbieg okoliczności, który potwierdza moje obawy), ża jeśli klikniecie na trailer na youtube, otrzymacie informację :
This video is no longer available due to a copyright claim by Electronic Arts, Inc.
No cóż. Nie wiedziałem, że EA interesuje się prawami do tego filmu. Ciekawe dlaczego…

Parę dni temu, przed wyruszeniem w kolejną trasę, kupiłem nowego playboya, żeby się nie nudzić podczas podróży. Swoją drogą, prosiłbym Panie o nie podnoszenie rwetesu, bo oprócz zdjęć zdarzają się tam niezłe artykuły i felietony. Poza tym Politykę już przeczytałem… Do meritum. Biorę do ręki, kupuję, na okładce jakaś ładna blondynka. Szukam nazwiska. Woody Allen? Nie. Krystyna Janda…? Nie, chyba też nie. Jedyne co poza tymi dwoma rzeczami rzuca się w oczy to „Dziun”. Co to kurwa ten Dziun?!
Otwieram więc zaciekawiony magazyn, a w środku dowiaduję się, że chodzi o Magdę Dziun. No dobrze, świetnie. „Kim jest Magda Dziun” myślę? Pewnie kolejna Krupa, gwiazda polonijna o której dowiaduje się po czasie. Czytam tekst. Przeczytałem tekst. Obejrzałem zdjęcia. Kim jest kurwa Magda Dziun? Nie mam pojęcia! Ponoć jest modelką. W życiu nie widziałem. Ponoć śpiewa. W życiu nie słyszałem. Ponoć z jakimś zespołem. O tym zespole też nic nie słyszałem. Poczułem się przez chwilę jak w czeskim filmie.
Playboy ma to do siebie, że albo wybiera osoby znane, albo kompletnie nie znane. Tylko, że te kompletnie nie znane panie pchają się do Playboya same i robienie sobie rozbieranych sesji to ich praca. Druga sprawa, że ostatnio takowych jest coraz mniej, bo Meller próbuje naciągać postacie medialne. Magda Dziun nie wygląda mi na modelkę pchającą się do playboya, szczególnie gdy poczytałem jej bloga (googlowałem dziewcze, myślałem, że w gazecie nie opisali wszystkiego – ilość konkretnych linków jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyła…). Bo medialna to ona z pewnością nie jest.
Więc ciekawi mnie kryterium doboru przez Mellera pań na okładkę. Czy to znaczy, że już nie ujrzę na okładce rozebranej Krystyny Jandy? Czy teraz Meller szuka na scenie offowej potencjalnych cover girls? Nadal czekam na którąś z Pań (Ewa, Ewa!) z Dziewczyn w bikini, które mimo wszystko są nie tylko ładne, ale i rozpoznawalne. Poza tym, naprawdę nie chciałbym narzekać w tym temacie, ale graficy w Playboyu odwalają kawał dobrej roboty. Nie wiem czy nie za dobrej. Na tym zdjęciu Magda Dziun, jak sama napisała, robi sobie na podbrzuszu tatuaż. 2 czerwca. I ponoć przykrywa stary. Szkoda, że koledzy po fachu go airbrushowali, clone stampowali czy healing brushowali i… nie zostało po nim na zdjęciach w playboyu śladu. A może to był tatuaż z chipsów? Ciekawe czy basen też nałożony.
Jako, że zdaję sobie sprawę, iż jest dosyć spora szansa na trafienie Pani Magdy na mój tekst, zaznaczę coś, aby nie poczuła się w głębi urażona. Jest Pani piękną kobietą i nie mam nic przeciwko tej sesji. W gruncie rzeczy bardzo mi się podoba. Dąże do tego, że osobiście nic do Magdy Dziun nie mam. Jeśli za miesiąć będzie w Penthousie, też z radością kupię. Po prostu nie dociera do mnie polityka Playboya. No chyba, że Pani Magda zna kogoś, kto zna kogoś, kto zna Marcina Mellera. To zmienia postać rzeczy. No i retusz, po którym Magdę ledwo można poznać (porównując do zdjęć na blogu) to ostra kaszana. Wstyd. Jako grafik wypieram się swych szatańskich umiejętności do poprawiania zdjęć do tego stopnia. Miejmy pewne granice panowie. Czekam aż zrobią zdjęcia transwestycie, tajskiemu lady boyowi, wymarzą kutasa i wypromują nieistniejącą playmate. Wkręta lepsza niż IV RP.
Ta pani ma szanse zostać politykiem lub gwiazdką filmów niskobudżetowych, bo ma warunki na jedno i drugie. Nie mam kompletnego pojęcia o co chodzi w jej wypowiedzi. I nie, żebym nie znała angielskiego lub miała problemy ze słuchaniem ze zrozumieniem. Jak jeszcze mogę zrozumieć, że wg. niej Irak to „Dajrak”, to za cholerę nie mam pojęcia „o so chodzi?” w całej wypowiedzi.
Ciekawe czy ona potrafi pokazać swój kraj na mapie?
Panie i panowie, przed wami Miss Teen USA 2007 – South Carolina
Zapewne pamiętacie mini-serial The IT Crowd (w Polsce też można było go także obejrzeć, tytuł polski był „Technicy-magicy”). Genialny serial opowiadający o perypetiach działu IT zarządzanego przez kobietę, która swoją wiedzę na temat IT ogranicza do „wysyłania maili, odbierania maili, czytania maili, kasowania maili, forwardowania maili”. Co ważne, serial nie tylko dla informatyków.
Nakręcono 6 odcinków i serial zakończono, ale okazuje się, że ktoś wpadł na pomysł kolejnej serii! Trzy dni temu w UK można było zobaczyć nowy odcinek The IT Crowd, a kolejne odcinki są w trakcie kręcenia.
Oficjalna strona niestety rozczarowuje brakiem najnowszych informacji.
Najnowszy odcinek: The IT Crowd S02E01 – The Work Outing
Dla tych, którzy nie widzieli serii pierwszej, zaległości można nadrobić.
Tak się zabawnie złożyło, że dwie kapele, które niegdyś ceniłem za genialną twórczość, ostatnimi czasy zaczęły dawać dupy. Mowa tu o Foo Fighters oraz QOTSA (Queens of the Stone Age). Queens’i po tragicznym albumie Lullabize to Paralyze, którego nie dało się wręcz słuchać, niedawno wydali absolutnie genialny album Era Vulgaris. I choć singiel nie zachwyca, to cała reszta, łącznie z I Wanna Make It Wit Chu (które imo jest następcą Auto Pilota z Rated R) jest fenomenalna – od dwóch tygodni na ripicie.
A teraz Fightersi wydali singiel, który jest naprawdę dobry muzycznie, nie mówiąc już o teledysku, którym jestem zachwycony. Biało czerwona stylistyka przywodzi na myśl All my life (which I fuckin’ love) ale mi to nie przeszkadza. Zapowiada się zajebisty album. Echoes, Silence, Patience & Grace już za miesiąc, a narazie posłuchajcie Pretendera.
O. Mój Boże. Dajcie strzelbę. Pistolet. Siekiere. Cokolwiek. Cooookkoooollllwwiiieeekkkkkkk……… aaaagggrrrrrrr….
I just can’t fuckin’ wait :) Podrzuciła Natalia :)
+ trailer
Nie wiem jak to jest po trzydziestce, choć nieuchronnie zmierzam ku tym doświadczeniom. Za to wiem już jak to jest po dwudziestce. To już ten smutny wiek, kiedy otwiera się playboya i z przykrością stwierdza, że wszystkie dziewczęta rozdziawiające słodko buzie i nuzie, są młodsze. W zasadzie nie mam zamiaru dzielić się głębokimi przemyśleniami na temat okresu dojrzewania, wkraczania w dorosłość i innych pierdół z którymi borykają się młodzi ludzie, jak kończy się okres odrabiania lekcji i zaczyna okres płacenia zusu i podatków.
Natomiast, co stwierdzam z pewnym rozżaleniem, kiedyś było mi lżej podróżować, teraz już nie. Po tych całych 30 godzinnych wyprawach autokarowych, wielogodzinnych podróżach pociągiem i samochodem nie chce już przez chwile nigdzie jechać. Absolutnie nigdzie. Jako zaawansowany internetoholik, komputeroholik i typowy „home boy” stwierdzam, że co za dużo to nie zdrowo. Nabawiłem się przez pieprzony autokar choroby lokomocyjnej (tak, nabawiłem, kiedyś nie miałem żadnych problemów w jakichkolwiek środkach transportu – teraz gdzie nie wsiądę mam od razu ochotę rzygać), która procentowała przez wiele późniejszych eskapad. Wreszcie więc mam okazję wrócić do domu i zająć się Wami.
Wiem, że tęskniliście :*