3 dni festiwalu za nami w tym 2 z moim udziałem. W porównaniu do poprzednich edycji uderza przede wszystkim przeniesienie stosunku proporcji udziału gości z Polski na tych z zagranicy. Dobrze, ponieważ widać, że festiwal stale zyskuje na prestiżu i znaczeniu, tłumy widzów zajmują już każdy wolny skrawek sali, nie tylko foteli ale również i schodów. Źle ponieważ co dla mnie niezrozumiałe, przy tak licznej rzeszy sponsorów – astronomiczne ceny biletów odstraszają i uniemożliwiają Polskim fanom udział w tej niezwykłej imprezie. Plusy to jak zwykle niesamowita, niemal domowa atmosfera, niespotykana łatwość dostępu do znakomitości kina, stale rosnąca ilość pokazów i imprez towarzyszących oraz multikulturalny tłum. Minusy te co zawsze, ale z roku na rok coraz bardziej uciążliwe – duszne, archaiczne i ciasne centrum festiwalowe – czyli poczciwy budynek Teatru Wielkiego. Aha. I oczywiście potworne bóle pleców i wszystkich kończyn po kilku-nastu godzinach i dniach spędzonych w niewygodnych fotelach… ale czego się nie robi z miłości do kina, nieprawdaż? A poziom filmowy? No cóż o podsumowanie pokuszę się na koniec, teraz tylko parę zdań o obejrzanych do tej pory filmach.
Palimpsest – czyli prowincjonalny i zaściankowy Lynch. Zabrakło nieco wizji, poloty i chyba co najbardziej razi na tym festiwalu – zdecydowanie możliwości technicznych. Na Polskim biednym poletku filmowym film z pewnością się wyróżnia. Duszną atmosferą, niespotykanym kontrastem obrazu i koncepcją. Ale to nie wystarcza, przy porównaniu do standardów kina zachodniego (a do tego chyba trzeba dążyć) obraz wypada blado i chyba nico naiwnie.
Jasminum – czyli J. J. Kolski w dobrym wydaniu. Jest spora dawka humoru, zaskakująca porcja ironii (Linda), świetne dekoracje, niezłe role – szczególnie rzecz u nas w kraju niespotykana niemalże – udana kreacja dziecięca. Ale zabrakło historii. Nadęta i naiwna historia miłosna, za płytko zdecydowanie.
Even Money – Spory zawód. Wysoki poziom zdjęciowy. To wszystko. Film niestety nie oddycha. Z tak nośnego tematu jak miłość do pieniędzy, uzależnienie od hazardu i w konsekwencji wszystkie wiążące się z tym ludzkie tragedie przy takiej obsadzie powinno powstać arcydzieło. Mam wrażenie, że reżyser nie potrafił poprowadzić zręcznie aktorów i wydobyć z nich i z samego obrazu tego co najlepsze. Esencji. Wszytko jest prawie. A jak wiemy, prawie robi dużą różnicę…
Z odzysku – Czyli nowa fala Polskiego kina społecznego. Cześć Tereska, Edi, Symetria to filmy które wyznaczyły trend i w swoim czasie były ważne i odkrywcze. Fabicki zaplątał się moim zdaniem w powielanie już przetartych szlaków i nic odkrywczego nie wymyślił. Nieszczęśliwe rodziny, przemoc, bieda, niesprawiedliwość, brak perspektyw… można wyliczać w nieskończoność. To wszystko już widzieliśmy. Tylko w lepszym wydaniu. Nasuwa się pytanie – z czego wynika wzrost zainteresowania producentów i reżyserów takim gatunkiem? Czy chęcią pokazaniu światu nieszczęść codzienności, zmierzenia sie z problemami i naświetlenia trudnej sytuacji wielu ludzi w kraju, czy może wynikającą z braku finansów i perspektyw pseudoambitne zaangażowane kino, łatwe w realizacji i skazane na łatkę ważnego? Hmmmm….
Pan’s Labyrinth – koprodukcja Meksykańsko – Hiszpańska. To największa bolączka tego filmu. A właściwie wynikający z niej jedynie 5 milionowy ($) budżet. Historia dziewczynki, która w Hiszpanii 44 roku pod rządami generała Franco odnajduje wspaniały świat marzeń i baśni. Ale czy to rzeczywiście tylko marzenia i baśnie? Wspaniały, niesamowicie wykreowany świat i postacie, choć tak naprawdę jedynie nieśmiało zaznaczone, ale zdradzające nieprawdopodobne możliwości twórców i i stłumione niestety przez brak funduszy. 2 płaszczyzny filmu utrudniają jego klasyfikacje – czy jest to bajka dla dzieci, czy może brutalny i krwawy dramat dla dorosłych? Marzę o powstaniu drugiej części skupiającej sie na fascynującej mrocznej wizji baśni o faunach, labiryntach i księżniczce…
The Prestige Rewelacyjne amerykańskie rozrywkowe kino z nutką artyzmu i ambicji. Kreacje aktorskie, scenografia, zdjęcia, scenariusz i na deser drobne smaczki w postaci drobnych ról Davida Bowiego i Golluma :) Kino najwyższej próby!
C.D.N